poniedziałek, 4 lipca 2011

Recenzja: Wigor/Trojak - Synteza

Trochę przykro patrzeć, jak młodsi słuchacze traktują rodzime hip-hopowe legendy. Wydaje mi się, że już sam wpływ ich muzyki na pokolenie nieco starsze każe oddać im należny szacunek. Poprzez szacunek rozumiem chociażby zastanowienie się, czy przystoi napisać „chujowe, nie słuchałem” o płycie Wigora (a więc członka kultowego składu Mor W.A.) i Trojaka. Tym bardziej, że „Synteza”, bo tak nazywa się ich wspólny album, to produkcja przynajmniej przyzwoita.

Wigorowi niedawno stuknęła trzydziestka i wyraźnie „słychać” ją w tekstach. Nie oznacza to bynajmniej, że facet zezgredział – nie, on po prostu dojrzał. Nie porusza specjalnie wyszukanych tematów, raczej twardo stąpa po ziemi i trzyma się codziennych spraw. Przemyślenia o życiu, o ludziach (rozliczenie się z ojcem w, niezbyt udanym co prawda, storytellingu „Był taki czas”) i o rapie. Szczery, pozytywny przekaz, pozbawiony moralizatorstwa, choć czasem trącący o banał. To wszystko nawinięte prosto, bez technicznych fajerwerków, ale solidnie i z głową. No i z serduchem, czego dobitnym przykładem jest świetna „Czysta forma”. Swoją drogą, teledysk do tego numeru daje mega pozytywnego kopa i utrzymuje w przekonaniu, że hip-hop w Polsce ciągle ma sens.

Chciałem napisać, że tło dla wywodów Wigora i zaproszonych gości (najlepiej, o dziwo, Kulfon; jedynie Peper się nie popisał, bo pozostała trójka – Diox, Juras i Pelson – na swoim stałym poziomie) stanowią bity Trojaka. Błąd – one nie stanowią tła, a wręcz wybijają się na pierwszy plan. Mocne bębny i ciężki bas tworzą nienaruszalny szkielet każdego z nich. Ciepłe, bujające sample (wspomniana wcześniej „Czysta forma”, „Szczery do bólu” czy „Ciągle widzę sens”) mieszają się z dynamicznymi klawiszami (singlowy „Rdzenny warszawiak”, „Raz a porządnie”). Brak tu może trochę różnorodności i błysku, ale całość wypada na spory plus. Klasyczne, nieprzekombinowane brzmienie perfekcyjnie okraszone skreczami i cutami DJ-a Ministra (dodatkowo DJ Kebs w „Nie ma żadnego ale”, klasa!) – to się chwali.

Gdzieś w natłoku tegorocznych premier, „Synteza” została zepchnięta na boczny tor. A szkoda. Nie jest to oczywiście album w żaden sposób przełomowy, nie jest to album idealny. Jest za to blisko godzinną dawką niezłych rymów i bardziej niż niezłych bitów, które zdecydowanie zasługują na uwagę. Trójka. Plusik za bardzo estetyczne wydanie.

5 komentarze:

  1. Posłuchałem "Czystej formy". Strasznie wtórne. Ale w sumie większego gówna się spodziewałem. Gdyby nie było tyle zajebistych płyt tylu zajebistych zespołów, to bym pewnie kupił "Syntezę"...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Widzę, że kolega też zauważył ogromną wręcz poprawność tego albumu ;) Pozdro!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Co do pierwszego akapitu - Wigor z Trojakiem są jednymi z artystów festiwalu w Giżycku, a na fb większość, która się tam wybiera, nie ma zielonego pojęcia kim oni są i/lub piszą w ciemno że chujowe. Brak szacunku, który jest konsekwencją braku wiedzy. Takich mamy słuchaczy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. @Kruk: fejsbukowicze, którzy wybierają się do Giżycka, są mało wiarygodni, z tego względu, że to zazwyczaj panny w moim wieku jadące na Grubsona. Bardziej chodziło mi o ludzi wiedzących, kim jest Wigor, ale wiesz: nie ma tego co jakieś podziemne kocury, więc poudaję luzaka i napiszę: chujowe, nie słuchałem. Nawet jakby to było faktycznie beznadziejne, to można to inaczej ująć w słowach, nie?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Poprawka: panny jadące na Małpę. ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze



statystyka