niedziela, 10 kwietnia 2011

Ściana płaczu

Chodzę na warsztaty dziennikarskie na SWPS, tak że muszę tam cisnąć teksty. Tutaj pierwszy z nich, zapraszam do przeczytania.



V Konferencja Muzyka a Biznes – za nami. Jeżeli chodzi o mnie, byłem tylko na pierwszym panelu, co to się dumnie nazywał Hip Hop nie umarł. Jako że całe przedsięwzięcie organizowane było przez Szkołę Główną Handlową (SGH), a konkretniej – przez niezależny magazyn studencki Magiel, zaproszono ludzi, którzy niekoniecznie mieli opowiadać, czemu dużo przeklinają lub dlaczego noszą złote łańcuchy. Albo z jakiej racji krok mają w kolanach. Kamil Jakuza - to wydawca, Michał Proceente Kosiorowski i Łukasz Stasiak - to zarówno raperzy, jak i wydawcy. Miał się pojawić również Wojtek Sokół, kolega po fachu dwóch wcześniej wymienionych, jednak na spotkanie nie dotarł. A szkoda, bo to gość siedzący w polskim bagienku muzycznym najdłużej z tej czwórki.

Na wykładzie poruszano przeróżne kwestie, począwszy od aspektów finansowych (czyli: dlaczego trzeba szyć przydługie koszulki, żeby cały ten proceder był rentowny), idąc dalej przez tematy dystrybucji płyt czy załatwiania patronatów, kończąc na procesie sądowym, który będzie miał miejsce 1 czerwca br. w Tczewie. Oskarżony – Michał Kosiorowski. Zarzut – ktoś na przystanku autobusowym w Tczewie nakleił cztery wlepki z logo jego firmy – Aloha Entertainment. 2000zł + koszty całej tej zabawy z wymiarem sprawiedliwości w Tczewie. Tczew. Nie mówię szeptem, gdy mówię, skąd jestem!

Odchodząc od Tczewa, chciałem pochylić się nad słowami Jakuzy, który w pewnym momencie (nie pamiętam dokładnie, do czego wówczas nawiązywał) zauważył, że środowisko hip-hopowe jest – w gruncie rzeczy – bardzo, można powiedzieć, zjednoczone. Przytoczył niedawną aferę ze słynnym murem, który okala tor wyścigów konnych na Służewcu. Kojarzycie, nie? Z grubsza, chodziło o to, że Adidas – bez żadnych konsultacji z osobami najbardziej zainteresowanymi – postanowił, że walnie sobie tam reklamę. Ot, tak. Przypomnę, że mówimy tutaj o półtorakilometrowej długości ścianie. Ścianie, która dla warszawskiej – polskiej wręcz – kultury hip-hop jest czymś absolutnie kultowym. Przez całą tę akcję, ściana miała zamienić się w Ścianę Płaczu. Czarną Ścianę Płaczu.

Ale starczy tych reminiscencji, bo: raz, że ogarnia mnie niecenzuralny rzeczownik na literę w; dwa, że zapominamy o Jakuzie, który to nie wygląda jak skejt. To co to za hip-hopowiec? Jeszcze do tego pełnoletni jest! Nie, to nie jest hip-hopowiec, nie może być! Jednak, jak by nie było, na potwierdzenie swoich słów (jeśli się zgubiliście w tym chaotycznym wywodzie, powtarzam – środowisko skejciorów jest zjednoczone, co pokazuje choćby ostatnia afera ze służewieckim graffiti) podał liczby – ponad 25.000 fanów strony Adisucks na Facebooku. Dodał również, że nie są to jedynie suche statystyki, ponieważ w ubiegłą niedzielę na Wyścigach na jamie (w wolnym przekładzie – skejciory się zbierają i stawiają kulfony, gdzie popadnie) pojawiło się około 2.000 osób.

Warto w tym momencie przyjrzeć się sile tego, przewijającego się w mediach do wyrzygania, portalu społecznościowego. A siła ta jest naprawdę ogromna. Gdyby nie Facebook, ten mur prawdopodobnie – właściwie na 100% - uległby doszczętnej dewastacji (tak, tak – dewastacji). Wystarczyło kilkadziesiąt tysięcy użytkowników lubiących Adisucks, żeby sprawa nabrała rozmachu, żeby wywrzeć presję. Oczywiście, ktoś tym stadem musiał dowodzić. Na pierwszy plan wysunęło się kilka osób robiących duży szum, wkrótce głos zabrały także ważne dla tej kultury postaci, wśród których prym wiódł legendarny DJ 600V. Rozmach, nie wierzycie? No, to zgadnijcie, jaki temat znajdował się na pierwszej stronie stołecznej Gazety Wyborczej (mowa o pierwszym wydaniu po tym skandalu)?

Jakuza napomknął również, że ma sporo wątpliwości, czy tacy rockmani zaangażowaliby się tak bardzo np. w obronę Hard Rock Cafe (gdyby zaszła taka potrzeba, rzecz jasna) jak zaangażowali się hip-hopowcy – zjednoczeni hip-hopowcy – w obronę niedawnej jeszcze Ściany Płaczu. Tu możemy doszukać się pewnego przekłamania. Bo to nasze środowisko wcale nie jest aż tak jednolite. Bo to wcale nie tylko to środowisko przyczyniło się do bojkotu. Bo jeszcze to i tamto, ale przejdźmy do sedna.

Duży ułamek internautów biorących udział w proteście to nie były skejciory. To były również małolatki (jako małolat – pozdrawiam!), bo wytworzyła się ostatnio moda na Warszawę. I <3 Warsaw. Kocham spacery nocą po Warszawie. Kocham Coffeheaven w Warszawie. Kocham wszystkie niesztampowe miejsca w Warszawie. I nienawidzę Justina Biebera. W Warszawie i nie tylko. Worldwide.

To byli również ludzie, którzy mieli dość wszechobecnej szpetnej reklamy. To były również osoby, które dojeżdżały np. z Piaseczna do pracy w stolicy. A jak dojeżdżasz z Piaseczna do pracy w stolicy, to proste, ziom, że oglądasz graffiti. To byli również znajomi znajomego znajomych skejciorów, które to skejciory poprosiły ich o wsparcie.

Tak że mówienie o braku zakłóceń wśród hip-hopowców jest nieco na wyrost, wydaje mi się. A to przecież im najbardziej powinno zależeć na pozostawieniu toru wyścigów konnych w spokoju. Jest tylko jeden problem - rośnie nowe pokolenie skejciorów, które hip-hop zna z Internetu. Kiedyś raper Mały Esz (obecnie ze trzy dychy na karku może) nawijał, że w podstawówce nie miał samych szóstek na semestr, ale tylko on wiedział, kim są Guru i Dj Premier. Teraz nie zna się nic poza nową płytą Ostrego. Nie wie się, kim jest Guru, bo dzisiaj guru to O.S.T.R., skądinąd świetny wykonawca. Ech, ten brak wiedzy i jakiejkolwiek hip-hopowej pasji wśród młodych, którzy przecież powinni być największym kapitałem tego hip-hopu...

Ale to nieważne. To znaczy ważne, ale chciałbym ten bezład i bezskład zakończyć innym, optymistycznym akcentem, chociaż pogoda szara jak miasto bez graffiti. Jako że dokumentuję owe warszawskie dzieła chuliganów i zwyrodnialców, ostatnio byłem pod Kościołem Dominikanów na Służewiu, gdzie również jest dość okazałe miejsce do malowania. Tak sobie pstrykam foty i pstrykam, pstrykam i pstrykam, aż tu podchodzi do mnie facet w średnim wieku. Podchodzi i pyta się: jak, szykujecie coś nowego? Bo te prace tu to już stare są, trzeba nam świeżości. Powodzenia!

Ej, czy to nie jest na maxa miłe i motywujące? Nawet mimo tego, że moje zdolności manualne predysponują mnie do zaszczytnych ostatnich stron w zeszycie od biologii?

8 komentarze:

  1. Nie wierzę, że to pisał Jaca. Za ładnie to wygląda, za mało jest błędów, powtórzeń i wtrąceń. Z Jacy została tylko jedna cecha: umiejętność zaciekawienia czytelnika. Podoba mi się, serio.

    BTW tylko weź ogarnij te komentarze, żeby nie przekierowywało na nową stronę, tylko można było komentować pod notką.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Więcej tekstów pisz w ogóle. I dobra opcja z tymi warsztatami chyba... Ja na żadne nie chodziłem, bo uważałem, że sensu nie ma, ale chyba się myliłem.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. W porządku, mam już ocenę od p. Grzegorza Basaja oraz od Sylwii Kawalerowicz. Wskazówki cenne, wykorzysta się w następnych tekstach. A będą.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. wielki karlitoMay 13, 2011 10:38 AM

    długie to, nudne. nie czytalem wcale. i tak spoko

    OdpowiedzUsuń na zawsze



statystyka