Albo nie.W czasie deszczu - dzieci się nudzą, a w czasie Wigilii - dostają prezenty. W zeszłym roku, poprosiłem Gwiazdora, czyli wielkopolskiego Mikołaja, o pewną książkę. Babciu, czytasz to? A więc zamówiłem sobie Galla Anonima. A tu zonk, bo ziom z brodą powiedział: o nie, Jaca, masz 15 lat, to pewno hiphopy ogarniasz, podaruję ci leksykon „Beaty, Rymy, Życie”. Odpakowuję ten podarunek, i taki dreszcz zaczął mi obezwładniać plecy – o maj gad, noł, zaraz maj babka tu przyjdzie i zechce luknąć na prezentsy, dżizas. Sobie tylko wiadomym sposobem, udało mi się ukryć lekturę tak, aby baba mi dupy nie zawracała. Ale przecież może przyjść ciotka – o, Jacuś, hiphopem się interesujesz, tak, to pewno słuchasz Paktofoniki i Ostr, dobrze to w ogóle wymawiam? No i przyszła, na szczęście nic nie wygadała. – Synu, opuszczamy budynek! To ja ojcu z tekstem, że, synku, jestem w budynku, na innym levelu. DGE. Chcąc, nie chcąc, zebrałem manatki, powiedziałem: trzymajcie się, rodzino droga, i zrobiłem out. A książka okazała się fajną. Po kolei, uważając na zakrętach.
Pierwsze wrażenie – sympatyczne, okładka twarda i gruba jak digipacki Lite’a, 600 stron o tym, jak zostać skejtem, hohoho, tylko se jeszcze New Erę kupię i będzie sampel z muzyki rockowej.
Zacząłem od podziękowań autorów. Piąteczka, Andrzej, ale nie zapominaj, kto cię wypromował.
Wstęp Druha Sławka. Przeczytałem go najpierw u dziadka, zaraz po Wigilii. Po dwóch miesiącach, stwierdziłem, że nie ma bata, muszę jeszcze raz przestudiować lekcję dzielnego harcerza. No i co, powiem tak – wow. Naprawdę, strasznie mocna rzecz, która uświadomiła mi, jakie mam zaległości. Nad niejedną poruszoną tamże kwestią posiedziałem dłużej, przemyślałem, no i jestem na pewno mądrzejszy. Jeśli chcesz zacząć poznawać hip-hop, to, błagam, nie wchodź na forum Ślizgu i nie proś: naucz mnie hip-hopu, żeby użytkownik pawlikrkw polecił ci podziemną płytę sprzed pięciu dni. Weź do ręki tą książkę, zapoznaj się z dziewięcioma stronicami wstępu. Panie Jabrzemski, szacunek i stokrotne dzięki. Wiem, że będę dalej zgłębiał temat. Nie tylko dlatego, że nie da się zrozumieć hip-hopu, nie wiedząc, kim byli Iceberg Slim i Malcolm X, The Last Poets i Watts Prophets, (…) bez znajomości Czarnej Ameryki, jej historii, tradycji, kultury, religii i języka (…), bo w końcu, parafrazując Druha, do podziwiania muzyki nie jest potrzebna takowa wiedza. Jeszcze raz, dzięki – za kilkaset słów prawdy, jak w ’99.
Słownik przydatnych terminów z zakresu muzyki hip-hop. Co to jest 12”, a capella, hypeman czy punchline – my homies, proste, że słyszałem, ale o adlibsach i hookach – nie. Tak więc, przydatnym okazał się ów dodatek, zdziwiło mnie tylko jedno hasło, jak kiedyś Proksa – drive-by? No nie wiem, czy faktycznie jest to konieczne. Wydaje mi się, że nie.
Część encyklopedyczna. Deska po desce, przeszedłem całość. Zacznijmy od tego, że jest to pieprzona skarbnica wiedzy o artystach i zespołach – zarówno o tych absolutnie kultowych, jak i mniej ważnych. Jedziemy, kraj po kraju.
- Polska – akurat o rodzimej scenie wiedziałem względnie sporo, lecz teraz to już w ogóle mój baniak tętni informacjami.
- USA – akurat o tamtejszej scenie wiedziałem względnie sporo, Bartkos, nie śpij. Jak by to tak jakoś fajnie zobrazować, hm… O, już wiem. Pamiętam kto Małpy, tego, co powoli gimnazja opanowuje. Przed lekturą „Beatów…”, kojarzyłem mniej niż połowę wymienionych wykonawców. Po lekturze, w jakiś sposób znam, wiem, kim byli, wszyscy. Prócz tych, co są po Dead Preaz’ach. Dead Preaz’ów - >>Get Free<<, od ???????????jedenjedenjeden?????, Bartkos, nie śpij, tylko podpowiedz. W każdym bądź razie, przynajmniej bynajmniej, bardziej utożsamiam się z Q-Tipem niż Vanilla Ice, z obozem Hieroglyphics niż ekipą ze stajni Cash Money, z De La Soul niż N.W.A. Ale, żeby pochopnie nie oceniać, przypomina mi Druh, tak więc nie czuje się upoważniony do wyrażania jakichkolwiek opinii o ziomach z Compton z lat 90. Jaca aka Skruszony Gówniarz.
- Wielka Brytania – produkcje z Ninja Tune sprawdzimy. Rootsa Manuvę też. Chociaż te ich dupstepy i grime’y raczej nie będą szczególnie bliskie memu sercu.
- Francja – o niej za sekundkę, ups, nie zdążyłem, czas minął, gdy będę hejtował autorów. Teraz, krótko – jakoś nie czuję potrzeby sprawdzania produkcji z Paryża i Marsylii.
- Austria, Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Belgia – hehe. A nie, eheheh.
Hiphopowe style. Wiadomka, że niekiedy naciągane, aby pokazać naszym rodzicom, że hiphop jest różnorodny, ale z pewnością warto przebrnąć przez ten fragment Leksykonu. Krótkie opisy, najważniejsze płyty – czyli to, co wiedzieć wypada. Inaczej – się wypada. Z gry, którą zresztą Buszu opanował. Brudne Południe i crunk – raczej nie dla mnie. Chrześcijański rap – tak samo. Inne gówna – też nie. East Coast, panowie, East Coast! - to będzie to. Właśnie słucham Mecca & The Soul Brother, ten przekozacki track nr 13. Trza się jakoś podlizać.
Wytwórnie hiphopowe. No cóż, jakoś nigdy wcześniej nie zwracałem na nie uwagi, obecnie – również nie ma to większego znaczenia. Ale, żeby błyszczeć na osiedlach, przebrnąłem całość, w kilku odcinkach. Taki Rawkus powinien być miodzio. Analogicznie, jak w przypadku styli – krótkie opisy, najważniejsze płyty.
Najważniejsze wydarzenia w historii rapu. JARAM SIĘ!!!!!! Początkowo, założyłem sobie, że będę leciał strona po stronie, beż żadnych wychyleń, a tu dupa, no, złamałem się, i jeszcze w styczniu przyswoiłem sobie treści historii w pigułce. Jednak wydarzała się podobna historia, Jaca, ale ty się powtarzasz, jak w przypadku wstępu gościa, co nadawał w Rozgłośni Harcerskiej – niedawno, przeczytałem po raz drugi, bardziej świadomy, kto jest kto. Ogólnie, dziwna sprawa z tym hiphopem. Było sobie trzydziestu Murzynków lat temu trzydzieści z hakiem, stworzyło jakieś prymitywne brzmienie dla patusów z gett, a po 47 latach – polecam Demotywatory.pl, wyszukajcie frazę: rap, we wszystkich archiwach i poczekalniach.
Najlepsze płyty w historii amerykańskiego rapu. JARAM SIĘ!!!!!! Kapitalna sprawa. Absolutny must listen, bo, mimo wszystko, jakoś nie wyobrażam sobie położyć album Lilu Jona na półce.
Najważniejsze wydarzenia w historii polskiego rapu. 2008 – Firma usłyszała pewien singiel KRS-a One’a i postanowiła przełożyć go na polski. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania. Czegoś tam się dowiedziałem, nie powiem, że nie.
Najlepsze płyty w historii hip-hopu spoza USA. Niby wszystko gra, ale brakuje Wspomnień z Domu Umarłych EP. Można było przewidzieć popularność tej pozycji, nie oszukujmy się.
No, to tyle, teraz mogę zacząć hejtować. Druhu ma spokój, słownik również oszczędzimy (drive-by), ale części encyklopedycznej – nie popuścimy. Przede wszystkim, dość dużo literówek, plus jakaś dziwna maniera interpunkcyjna – czasem dbałość aż do przesady, a niekiedy niestawianie przecinków w oczywistych miejscach, panie Calak, przed niestety – stawiamy przecinek. Dam ci przykład. ,Niestety. Uważam się za pilnego ucznia. Wyłapałem również kilka przeinaczeń, tj. artysta x wydał płytę tutaj i tutaj, a w dyskografii ta wytwórnia widnieje jako tam i tutaj. Na deser, spektakularna wpadka – The Lost Boyz, płyta Legal Drug Money, 1995, Universal Recordswielkisyf. Pisownia oryginalna. Hahaha, nie wiem, skąd się to wzięło, ale przypomniały mi się zabawy moich kumpli gimboli, co na lekcjach informatyki pisali coś tam na kompach, i nagle jeden woła: ej, chodźcie!, a tam w Wordzie – xxx to szmata. Potem backspace i piszemy dalej.
Z cyklu: niedługo kończę szkołę gimnazjalną. Ocena autorów.
- Tymon Smektała – niby nie ma się do czego przyczepić, ale tak jakoś jakby sztywno (że co, Jaca?!).
-Radek Miszczak – fajno pisał, ma mniejszego propsa niż kolejny, o którym już, zaraz, z tego względu, że pisał o gangsterach, podczas gdy…
- …gdy nasz Jędrek Cała pisał o jazzujących, funkujących, zaangażowanych społecznie raperach i zespołach. Bo, ogólnie rzecz biorąc, obaj panowie mają w miarę podobne pióro. Ściągali od siebie. Konkretnie, rzeczowo. Poza tym, panowie M. i C. mieli wówczas, odpowiednio, 21 i 22 lata.
- Tymek Kaliciński –Francja, więc wiecie. Troszkę za szczegółowo o nieszczególnych postaciach, jednak…
-…jednak Andrzeja Burakowskiego i tak nie pobił. No ja przepraszam, ale poświęcanie śpiewakowi, który wydał jedną płytę, trzech kolumn?! I zawsze ten sam schemat – x jest stąd, pochodzi z Martyniki, w wieku lat 12 zajarał się rapem, zaczął tańczyć i malować, w 1998 ukazał się debiutancki materiał, potem trzy lata ciszy, ale kilka featuringów, m.in. na płycie y (obok m.in. a, b, c, d, e, f). Jestem na nie, nie przechodzi pan do następnego etapu, dziękujemy.
- Jarosław Wójcik – nie pamiętam.
- Adam Lis – mega, kocie!
Wydaje mi się też, że lepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie części encyklopedycznej na kraje, tj. nie wrzucać wszystkich do jednego worka, tylko zrobić dla każdej sceny ileś tam miejsca. USA – raz, Polska – dwa, Wielka Brytania – trzy, Francja – cztery, reszta świata – pięć.
Kończąc mój chaotyczny wywód, chciałbym powiedzieć, że jest to dzieło sztuki oraz że jestem absolutnie wzruszony poziomem tego tytułu. Hłehłe. Nie ma co, Beaty, Rymy, Życie. Leksykon Muzyki Hip-Hop mogę, z czystym sumieniem, polecić każdemu, kto ma ochotę pojechać na Pragę. Jezus Maria, przecież to nawet śmieszne nie jest. Once again.
Książka, sygnowana nazwiskami Calaka i Miszczaka, jest książką obowiązkową dla fanów czarnych brzmień. Rzetelne, wiarygodne wydawnictwo, które zaspakaja głód wiedzy o rapie. Dobra robota, czekam na kontynuację!

noż kurwa, po twoim ",Niestety" przestałem czytać, niestety
OdpowiedzUsuń na zawszew małpy po dead prezach masz crustation "bloom" - nie-rapowe klimaty - raczeh trip hop- raczej moja działka. fajna płyta polecam
OdpowiedzUsuń na zawszeZa długie.
OdpowiedzUsuń na zawszeCiekawy tytuł tekstu, nie ma co
OdpowiedzUsuń na zawszestare
OdpowiedzUsuń na zawszeJacek rusz dupę bo zamulasz ;D
OdpowiedzUsuń na zawszeNie no świry bajery. A w ogóle to Ty serio lubisz Bonusa? Bo jeżeli umieszczenie go w tamtej jakiejś sondzie na ulubionego rapera było dla beki to to słaba beka była, bo go nikt prawie nie zna.
Jaca jest jak Żary, Jaca jest Straight Outta Compton, Bonus pewnie tez
OdpowiedzUsuń na zawszeJacy naskrob coś nowego, bo czytać nie ma co...
OdpowiedzUsuń na zawsze/esanes.blog.onet.pl
drive-by jest ważne z tego względu, że tak zginęła największa postać w rapie. dzisiaj pewnie trząsł by całym światkiem muzycznym. nie tylko hip-hopowym.
OdpowiedzUsuń na zawsze"Ale jedno "ale". Jakież było moje zaskoczenie, gdy pod hasłami sponsorowanymi przez literkę "D" pomiędzy hasłami "DJ", a "Dystrybutor" natknąłem się na zwrot "Drive-by"....Ja wiem, że to był 2005 roku, rok premiery GTA San Andreas i wszyscy mieli świra na punkcie gangsterskiego życia, ala Eazy-E, no ale książce o rapie? Ok, przyjmijmy, że jest to często poruszany wątek, głównie w westcoastowym rapie i termin powinien być wytłumaczony. Przyjmijmy...."
OdpowiedzUsuń na zawszepodpisuję się pod proksem
KTO SIE NIE JARA DUBSTEPAMI I GRAJMEM MA WPIERDOL !
OdpowiedzUsuń na zawsze